No i stało się. Tania linia lotnicza z Polski co kilka dni wrzuca nową promocję biletów do Keflaviku, które kosztują tyle ile dwa zestawy w islandzkim KFC. Z jednej strony to bardzo cieszy - w końcu wyspa stała się dostępna dla (prawie) wszystkich. Z drugiej mam wrażenie, że tym samym znika powoli islandzka magia, poczucie, że człowiek dotarł do surowego, dzikiego miejsca, nieskażonego ludzką rękę. To już przeszłość. Bardzo niewiele miejsc w tym momencie nie jest eksploatowanych, i naprawdę w niewielu punktach na Islandii możesz poczuć się jak “człowiek na końcu świata” (polecam Fiordy Zachodnie i Wschodnie, z daleka od “jedynki”).
Zdjęcie wykonane przez Iuie Belegurschi
To pewnie wynik przebodźcowania Islandią, ale w ostatnim czasie mam wrażenie, że należy stąd na moment uciec. W miejsce, które stanowi kwintesencję tego, co spotkałam kilka lat temu na wyspie. Gdzie człowiek znowu poczuje lekką ekscytację i będzie miał wrażenie, że w przeciwieństwie do Islandii, ten kawałek ziemi nie został rozjeżdżony, zagarnięty i przede wszystkim sprowadzony do poziomu “atrakcji turystycznej”, “popularnej destynacji”, “kierunku tanich lotów”. Nie, w rzeczywistości nie ma w tym nic złego - ot zwykły progress, na który Islandczycy mocno pracowali, tylko u mnie w środku trwa niepojęta walka (w końcu się tutaj nie urodziłam), która wyraża się w powyższych słowach. Nie zamierzam walczyć z systemem, ale wbrew oczekiwaniom nie będę się zachwycać tylko dla sztuki samego zachwycania.
W związku z tym wszystkim (może to wynik zbliżającej się zimy?) coraz częściej myślę o sąsiadach. Islandii rzecz jasna, a nie moich:) Grenlandia i Wyspy Owcze leżą tak niedaleko, że aż trudno o nich nie myśleć w kategorii następnych wakacji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę bilety lotnicze, które, jak w przypadku Wysp Owczych bywają tańsze niż do Polski.
Wyspy Owcze
Na Wyspy Owcze dostaniesz się samolotem i promem. To pierwsze rozwiązanie kosztuje niewiele i jest wyjątkowo szybkie. Lot startuje z krajowego lotniska w Reykjaviku (nie mylić z międzynarodowym lotniskiem w Keflaviku), znajdującym się w centrum stolicy. Na dzień dzisiejszy latają z Islandii dwie linie - Air Iceland i Atlantic Airways. Lot trwa w granicach półtorej godziny i masz okazję oglądania fajnych widoków islandzkiego interioru.
Inną opcją, dobrą jeżeli chcesz na “Owcach” zostać nieco dłużej i nie masz ochoty wynajmować samochodu tylko zabrać swój ze sobą, jest prom. Wypływa z Seyðisfjörður na Fiordach Wschodnich (właściwie bez znaczenia czy jedziesz “górą” czy “dołem” Islandii, odległość od Reykjaviku jest identycznie duża:) Operatorem jest Smyril Line, który docelowo płynie do Danii.
Grenlandia
Tutaj kwestia biletów przedstawia się nieco gorzej, na obecną chwilę koszt biletów do Nuuk oscyluje w granicach 80.000 ISK. Z Islandii dostaniesz się do kilku miejscowości na Grenlandii liniami Air Iceland, niestety nie pływa prom. Alternatywą jest dołączenie do prywatnie zorganizowanego rejsu wypływającego z Islandii lub lot z Kopenhagi liniami Air Greenland.
Zdjęcie wykonane przez Iuie Belegurschi
Islandia & Grenlandia
Wbrew pozorom dobrą opcją, która pozwoli nam zaoszczędzić jest połączenie wycieczki na Islandię z pobytem na Grenlandii. Można tego typu wakacje zorganizować samemu, albo oddać się w ręce specjalistów, którzy takie wycieczki organizują od lat. Długość pobytu jest kwestią do ustalenia. Zazwyczaj krótkie wycieczki na Grenlandię są realizowane w Kulusuk, ale warto skontaktować się z operatorem i dopytać o możliwości. Ponieważ sama mam ogromną ochotę się tam wybrać i od lat interesuje mnie ten kierunek, skontaktuj się ze mną, a dowiem się co i jak:)
Zdjęcie wykonane przez Iuie Belegurschi
Mieszkam na Islandii od kilku lat i staram się zrozumieć nie tylko ten kraj, ale również jego mieszkańców. Od jakiegoś czasu Islandia jest popularnym kierunkiem, który przyciąga ludzi z całego świata. Mamy tutaj sporą grupę emigrantów z Polski, ludzi niebywale kreatywnych, zmieniających rzeczywistość, ciężko pracujących, którzy idealnie wpasowali się w islandzki krajobraz. Stanowią ważny element społeczeństwa, a nie tylko “element” jak to często bywa określane w mediach:) Co jakiś czas będę pisać o kraju, który przyjął mnie nie tylko piękną naturą, wolnością czy pozwolił dowiedzieć się jak wiele siły we mnie drzemie, ale również pokonał pogodą, postawił pod murem blokady językowej i życia, którego w Polsce nie miałabym szansy poznać. Jeżeli jesteście ciekawi co słychać pomiędzy Grenlandią a Wyspami Owczymi, dowiedzieć się jak wygląda mój punkt widzenia i poczytać o doświadczeniach, czujcie się zaproszeni. Jeżeli macie jakieś pytania to musicie wiedzieć, że jestem gadułą, która z jednakową siłą wielbi Islandię i wytyka jej wady. Trzymajcie się i do zobaczenia na wyspie!






